W końcu udało mi się wykonać ostatni(jak na razie - zobaczymy co będzie po wizycie w Toruniu) brakujący sprzęt do ćwiczeń - równoważnię. W tym celu wykorzystałem nadmiar materiału kupionego na pochylnię. Profil na bieguny odrysowałem od torów chińskiej kolejki Adasia i zaniosłem sąsiadowi, który ma wyrzynarkę (Dziękuję!) Pozostaje mi jeszcze obić płytę jakąś wykładziną.
Tak jak przypuszczałem wraz z powrotem wolontariuszy wstąpiły w nas nowe siły. Kilka razy udało się nam zrealizować całą sesję (poza drabinkami, których nadal nie posiadamy).

Równoważnia w całej krasie.

Dumny tata i dumny synek na tle zapełnionej tablicy. Dobra robota chłopaki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz