piątek, 1 stycznia 2010

Święta, święta

Są ludzie, którzy nie przepadają za świętami. Mogę to zrozumieć - nerwowa przedświąteczne atmosfera, mania porządkowa a wymiar duchowy dawno już rozmył się w komercji. Ale ja cenie sobie ten czas przede wszystkim jako spotkanie rodzinne, gdy wreszcie jest dużo czasu aby porozmawiać, wspólnie się pobawić i zwolnić trochę w codziennym biegu. Poza tym lubię też kupować i dostawać prezenty(tak tak zwłaszcza jak jest kasa!) W tym roku pomimo trudniejszej sytuacji materialnej udało się nam jednak wziąć udział w świątecznym zrywie ratowania gospodarki przed kryzysem (he he!)
Co prawda na poświątecznej, niedzielnej próbie zespołu padło pytanie, którą gospodarkę ratowaliśmy bardziej - polską czy chińską?
Na przebiegu minionych świąt zaważyły dwa wydarzenia: niespodziewana wizyta babci Krysi (tak niespodziewana, że z wrażenia nie zrobiliśmy żadnych zdjęć) oraz choroba Oskara. Synek zapadł na oskrzela, miał wysoką gorączkę i silne bóle. Musieliśmy wezwać pogotowie i odwołać wszystkie zaplanowane wizyty.










Stroimy naszą choineczkę.



















Na wigilii u babci Ireny i dziadka Kazika.
















Jak zwykle piękna choinka babci Iry











Nic dziwnego, że Oskar nie mógł oprzeć się jej urokowi.










Tym razem ja wcieliłem się w Św. Mikołaja.

Brak komentarzy: