piątek, 31 października 2008

Plan turnusowy wypełniony w 3/4 - jestem słomianym wdowcem . Turnus w Małym Gacnie 19.10. - 31.10.08

Aby nie narażać Oskarka na kolejną rozłąkę (od poprzedniego turnusu minęło zaledwie 9 dni) postanowiliśmy z mamą, że tym razem pojedzie sama wraz z synkami. Było to dla mamy poważne wyzwanie gdyż do tej pory zawsze jeździliśmy razem. Po głębszym namyśle uznaliśmy jednak, że tak będzie najlepiej. Po pierwsze w ośrodku w Małym Gacnie wszystkie pomieszczenia są na parterze a sale ćwiczeń zgromadzone są w jednym miejscu, po drugie rodzeństwo pojedzie razem i nie będzie powodu do zazdrości.
To już trzeci turnus w tym roku z czterech zaplanowanych! Czyli wszystko idzie w dobrym kierunku, przynajmniej organizacyjnie.
Od tygodnia jestem w domu sam i wcale nie był to dla mnie fajny tydzień. Dużo zajęć:
praca, spotkania i próba. I powroty do pustego mieszkania trochę przygnębiające. Nie zrobiłem nawet 1/3 rzeczy, które sobie zaplanowałem.

środa, 29 października 2008

Miles and miles away - wyjazd do Anglii i turnus w Wągrowcu 26.09. - 10.10.08

Po raz pierwszy nasza mała familia rozdzieliła się na tak wielką odległość. Skorzystaliśmy z jedynej w tym roku możliwości odwiedzenia brata mamy i jego rodzinki, która mieszka od kilku lat w Anglii. Oskar pojechał z dziadkiem Kazikiem i babcią Ireną na turnus rehabilitacyjny do Wągrowca (to już jego czwarty wyjazd do tego ośrodka)- relacje i zdjęcia zamieszczę w osobnym wpisie. Ja z resztą rodzinki poleciałem na małe wczasy.
Wujek Marcin i ciocia Madzia oraz kuzyneczki Iga i Majka mieszkają w miasteczku Market Weighton w płn.-wschodniej Anglii u stóp malowniczych wzgórz Yorkshire Wolds.
Mogliśmy pobyć trochę razem, zobaczyć w końcu Maję "na żywo" jak staje na nóżki podpierając się o meble i ściany. Mogłem pograć w różne gry i powygłupiać się z Igą, teraz to już duża panienka (ma 9 lat!). Adaś mógł też nacieszyć się babcią Krysią,która od kilku miesięcy mieszka wraz z ciocią i wujkiem i pomaga przy małej Maji.
Udało się nam też trochę pozwiedzać okolicę. Odwiedziliśmy piękne, historyczne miasto York, gdzie zobaczyliśmy Narodowe Muzeum Kolei, miejską galerię sztuki, muzeum zamkowe, które jest jednym z największych muzeów życia codziennego w Anglii. Weszliśmy na wysoką zamkową wieżę, z której mogliśmy podziwiać panoramę okolicy. Zobaczyliśmy też słynną katedrę York Minster i powłóczyliśmy się trochę po starówce. Odwiedziliśmy między innymi sklep z średniowieczną bronią. W przeddzień wyjazdu wyprawiliśmy się na dłuższą wycieczkę po okolicznych wzgórzach.
Mam nadzieję, że tanie linie długo pozostaną tanimi i będziemy mogli odwiedzać się w miarę regularnie. Następnym razem chcielibyśmy zabrać też Oskara.




Kto powiedział, że w Anglii ciągle pada? Na spacerze po Market Weighton z babcią i Majką









W Narodowym Muzeum Kolei










Zwiedzamy stary York














Przed katedrą w Yorku










Za chwilę wejdziemy na zamkową wieżę













Z wieży spadłem do lochów










Barany Kędziory w wiejskim krajobrazie








Wejście na publiczną ścieżkę przez prywatne pole.











Zaimprowizowane błotne buciki











Pożegnania czas. Na lotnisku w Doncaster.

niedziela, 26 października 2008

Pierwszy miesiąc w przedszkolu

Male podsumowanie pierwszego miesiąca w przedszkolu. Wydaje się, że Oskar dobrze zaadoptował się do nowej sytuacji. Chętnie bierze udział we wszystkich zajęciach i zabawach, nigdy nie płacze , kiedy go zostawiam tylko zabiera sie niezwłocznie do śniadania. W tym względzie możemy być z niego dumni, jest chyba jedynym dzieckiem w swojej grupie, które je samodzielnie. Musiałem nawet delikatnie (mam nadzieję) zwrócić uwagę aby go nie karmiono. Oskar umie też samodzielnie umyć zęby po śniadaniu, chociaż w tym wypadku samodzielność synka czasami sprawia problemy. Zapomniałem uprzedzić Panie aby nie dawały mu odkręcać i wyciskać pasty z tubki. W rezultacie prawie cała zawartość znalazła się w umywalce. Aha, żeby nie było tak słodko to powiem, że pierwszy raz w swojej karierze rodzica znalazłem się na dywaniku! Otóż w ferworze zabawy zdarza się Oskarowi ugryźć kolegę! Całe szczęście to tylko rzadkie incydenty.